Siema, siema ; D Po dwutygodniowej nieobecności wypadałoby wreszcie ogarnąć bloga i napisać cokolwiek.. Tak więc zdecydowałam, że poświęcę chwilę z życia młodego dziennikarza i nakreślę kilka słów dla Damiana, który odwiedza mojego bloga, czyta go i pilnuje, żeby nowe wpisy się pojawiały.
Hmm ostatnie dwa tygodnie z życia nastolatki były dla mnie okresem dosyć ciężkim, gdyż sprawdzianom i kartkówkom nie było końca. Ciągłe przeglądanie zeszytów (co zwykle było do mnie nie podobne) powoli zaczyna wchodzić mi w krew. (o zgrozo :/) Przyszły tydzień szykuje się równie ciężki.. Coraz bardziej tęsknię za wakacjami.. Za długim wylegiwaniem się w łóżku i jedzeniem lodów.. ; P
Po krótkim wstępie na temat żmudnej i ciężkiej pracy w szkole, pracy, jaką wykonuje każdy z nas, tj bycia uczniem, przychodzi wreszcie czas na opisanie weekendu, który mimo nie za pięknej pogody uważam za 100% udany.
Nie wiem jak przeżyłam cały tydzień, ale wiem, że był on niemiłosiernie długi, nudny i męczący. Noo może poza niedzielą, która zwiastuje mi początek każdego tygodnia oczekiwania na sobotę. I w sumie piątek też minął zbyt szybko. Ale.. Dlaczego niedziela? Hmm może przez Monikę i Olę? ;> Taaaak.. Jestem prawie 100% pewna, że gdyby nie one to nudziłabym się w niedzielę jak mops.. Spotkanie z nimi (za słodka gorąca czekolada w 'Karmelku' i ławka na 'Kraku') pozwoliło mi odsapnąć od złego tygodnia i przygotować się na konfrontację z kolejnym.
Tak więc piątek minął mi naprawdę błyskawicznie, co było dosyć nietypowym objawem nadchodzącego weekendu. Nigdy wcześniej czas tak nie zapier*dalał. W każdym bądź razie nim się spostrzegłam był już piątkowy wieczór i czas na przygotowania do soboty minął.
No i pojechałam. Na miejscu byłam wcześnie? Hmm może nie tyle wczesnej porze.
Z Damianem spotkałam się mniej więcej w połowie drogi do jego domu.. Gdy doszliśmy pod jego blok byłam totalnie stremowana.. Bałam się nowego.. W sumie nie potrzebnie, bo kiedy weszliśmy do niego to było już całkiem okej. Miałam okazję poznać resztę jego rodziny. (Siostrę poznałam sporo wcześniej). Mili ludzie.. No i nawet jego obsypywany złą sławą pies nie dał mi zbytnio popalić. To był dobry znak.. Przynajmniej dla mnie..
Po opisaniu jakże męczącego tygodnia i stresującego weekendu mogę wrócić do czasów w miarę bliskich, tj do tygodnia, zapoczątkowanego dniem 24.09, który zainicjował wielkie odliczanie do innego, najważniejszego w życiu kobiety dnia. A mianowicie chodzi mi o 27.09.2012.- Datę, która na bardzo długo, o ile nie na zawsze zapisana zostanie w moim sercu. Dlaczego to tak ważna dla mnie data?? Hmm powtarzający się cyklicznie dzień 27 każdego miesiąca to dzień, który symbolizuje początek mojego związku.. Tak.. Nie wiem jakim cudem, ale jestem z Damianem już miesiąc i 1 dzień.. Bardzo szybko zleciał ten czas.. Nawet nie zauważyliśmy kiedy to przeleciało.. Nie zwróciłam uwagi na upływ dni (zwłaszcza w sobotę), może dlatego, że każda sobota była i jest najpiękniejszym, najbardziej wyczekiwanym i najlepiej zapamiętanym przeze mnie dniem tygodnia. W każdym razie minął miesiąc.. Oby było ich o wiele, wiele więcej.. Chcę żeby to trwało jak najdłużej.. Jak to mówią, dobrych rzeczy nigdy za wiele. : ) Nooo, ale tymczasem musimy jakoś z Damianem tą naszą miesięcznicę uczcić.. ; )
2 komentarze:
Mam nadzieję, że będzie to u Was trwało na zawsze.. takie " Forever together" : >
Eh też mam taką nadzieję. :-) Teraz jeszcze tylko Tobie musi się życie ułożyć w tak piękny sposób i będzie git majonez :-)
Prześlij komentarz