No. Nareszcie piątek. : > Jutro Jastrzębie.. Hmm czyżbym wyczuwała u siebie drobny stres? Możliwe.. W każdym razie nie dziwi mnie to.. W końcu nie codziennie jedzie się do rodziny chłopaka po to, by uczestniczyć w imprezie rodzinnej.. W każdym razie w ramach pocieszenia stawiam sobie spotkanie z Marysią, a potem cały weekend z Damianem. <3 Każdy stres jest tego warty.
Piątkowy dzień zapowiadał się ciekawie. I mimo, że zaczął się nie za fajnie (pobudką o 6:30), to już po godzinie 8:00 moje nadzieje na piękną aurę tego oto dnia wróciły. Teraz siedzę na dziennikarstwie i z niecierpliwością oczekuję dzwonka.. Hmm dlaczego? Bo to oznacza koniec 2 (przed ostatniej lekcji) : >
Na dziennikarstwie przygotowujemy dzisiaj święto 11 listopada.. Nuuuudaaa... Ehh i jest to kolejny powód do tego, żeby jak najszybciej zwiać z tej szkoły.. Jakby tego było mało nie mam dziś ze sobą ani kanapek, ani picia.. Więc pozostaje modlić mi się o szybkie zakończenie męki..
Dziś krótko, bo za bardzo czasu nie mam. Do następnego ! : >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz